Styczeń 27th, 2013 by Rafał
Wpis pojawia się z bardzo dużym opóźnieniem (od wyjazdu minęło już pół roku), wynika to głównie z powodów związanych z pracą i częstszymi ostatnio wyjazdami. Tak czy inaczej chciałem opisać kilka dni spędzonych w górach Tienshan. W dosłownym tłumaczeniu (nazwa jest chińska) oznacza „góry niebiańskie”. Jak już wyjaśniłem we wpisie o Leshan „shan” oznacza górę, „tien” – „niebo”. Mieliśmy dosyć zabawną sytuację związaną z nazwą tego pasma górskiego. Otóż na jednym z noclegów poznaliśmy Rosjan, z którymi bardzo sympatycznie spędziliśmy wieczór. Ponadto, że wieczorem mieliśmy okazję wypić to i owo oraz porozmawiać przy ognisku, byliśmy również goszczeni w namiocie pasterzy wypasających tam konie (w języku rosyjskim dla określenia pasterzy używa się słowa „czaban”, choć z tego, co później słyszałem bardziej w odniesieniu do pasterzy owiec). Jedliśmy tam popularną w Kirgistanie potrawę – kurdak, a przy okazji rozmawialiśmy o górach. Otóż naszym rosyjskim przyjaciołom wydawało się, że nazwa tego pasma górskiego pochodzi od nazwiska znanego geografa – Piotra Pietrowicza Siemionowa-Tienszanskiego. Geograf ów zasłynął zorganizowaniem pierwszej wyprawy europejskiej w rejon Tienshan. Dlatego w pięćdziesiątą jej rocznicę car Mikołaj II nadał mu przydomek „Tienszański”. Tak, więc to nie nazwa pasma pochodzi od nazwiska geografa, tylko na odwrót. Zresztą wystarczy mieć trochę styczności z kulturą Chin by się zorientować, że słowa “tien” i “shan” pojawiają się tam dość często.
Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, pierwotnie planowaliśmy odwiedzić bardziej wschodnią część Tienshan, co z różnych powodów się nie udało. Na miejscu zakupiliśmy dodatkową mapę i zrobiliśmy trzy wypady w góry. Pierwszy w dolinę Karakol, drugi w dolinę Arashan, a trzeci w rejonie „Siedmiu Byków”. Każdy z wypadów obejmował noclegi w górach. Częściowo w namiocie, częściowo w jurcie, a nawet w byłej chacie myśliwego. Przeczytaj całość »
Styczeń 15th, 2013 by Rafał
Swój wpis zacznę od cytatu z wprowadzenia do książki „Mistycy i cudotwórcy Tybetu”, której nowe wydanie jest dostępne w sklepach, a po której lekturę sięgnąłem w czasie Świąt Bożego Narodzenia.
Wiele słyszy się w Europie o zainteresowaniu kulturą i religią Wschodu. Kiedyś Beatlesi odwiedzili Rishikesh, od tego wydarzenia datuje się nowy trend kulturalny. W tym czasie Indie widziały sporo dziwnych ludzi włóczących się tu i ówdzie, popalających „gandżja” czy też zażywających LSD. Wielu pociągnął widok zakurzonych dróg i skromnych sklepików herbacianych. Zmęczeni wyścigiem pracy i pieniądza wędrowali na Wchód ci, którzy czegoś poszukiwali. Ilu z nich odnalazło to, czego szukało? Trudno powiedzieć. Po wielu ślad zaginął…
(Wstęp Emilii Rzeszotarskiej-Cole do książki A.David-Neel „Mistycy i cudotwórcy Tybetu”, Wydawnictwo Przedświt, Warszawa 1991)
Podróże na Wschód zawsze miały w sobie coś pociągającego i tajemniczego, a cytowana powyżej książka dla wielu stanowiła inspirację w swoich poszukiwaniach. W tym wpisie chciałbym podzielić się uwagami na temat fascynacji wschodnimi praktykami religijnymi oraz informacjami o kilku filmach, z którymi warto się zapoznać. Zapewne znane są one osobom interesującym się Wschodem, a dla tych którzy dopiero zaczynają mogą być ciekawym wstępem. Przeczytaj całość »
Grudzień 28th, 2012 by Rafał
Do napisania tego wpisu przymierzałem się już dłuższy czas. Długo też czekał jako szkic na publikację. Jest to niejako część większego zadania, jakie sobie na najbliższe miesiące postawiłem (archiwizacja i skatalogowanie muzyki). Chodzi o zbiór płyt CD które nagromadziłem, a który z racji tego że nie jest taki mały, zajmuje trochę miejsca i w dobie odtwarzaczy przenośnych jest mało poręczny. Pewnie z czasem będę odsprzedawał poszczególne płyty. A większość z nich jest praktycznie nowa, bo po ich zgraniu do bardziej poręcznego formatu (mp3) zbierały tylko kurz. Mógłby się ktoś spytać po co je kupowałem. No cóż. W latach dziewięćdziesiątych CD-ROM był dominującym nośnikiem muzyki i nie było oferty zakupu plików przez internet. Przez kilka lat byłem w rozjazdach i wożenie ze sobą CD-ROM’ów nie było możliwe. Kupowałem je po to, aby zrzucić muzykę na MP3. Przeczytaj całość »
Sierpień 16th, 2012 by Rafał
Zgodnie z zapowiedzią z wcześniejszego postu jako tegoroczny cel podróży wybrałem Kirgistan – górzysty kraj jurt, koni, kumysu oraz niezwykle miłych i przyjaźnie nastawionych ludzi.
Wyruszyliśmy w połowie czerwca w trasę: Warszawa-Moskwa-Biszkek i z powrotem, a nasza podróż trwała pełne 3 tygodnie. Tak jak przy okazji poprzednich wyjazdów postanowiłem napisać kilka słów, aby zachęcić innych do wyjścia poza schemat oferowanych przez biura podróży wycieczek i ruszyć na wyjazd samemu, gdzie nigdy nie wiadomo kiedy się będzie można wyspać, umyć czy najeść w warunkach zbliżonych do tych jakie mamy w domu. Tak mniej więcej wyglądają moje ostatnie wyjazdy. W przypadku Kirgistanu mieliśmy tylko przybliżony plan pobytu a ponieważ osoba , z którą wybrałem się na wyjazd też lubi górskie klimaty, jednym z głównych celów wyjazdu były góry. Przeczytaj całość »
Czerwiec 16th, 2012 by Rafał
Alea iacta est! Bilety kupione! Ostatnie przygotowania zakończone! Przede wszystkim kondycyjne, bo z racji wcześniejszych wypraw sprzęt już jest, a więc zakupy dotyczyły jedzenia. Razem z towarzyszką poprzedniej podróży na ten wyjazd wybraliśmy Kirgistan. Jest to jedna z byłych republik radzieckich i kraj wyjątkowo górzysty (około 93% powierzchni to teren górzysty). Znany ze względu na słynny siedmiotysięcznik - Pik Lenina (7134 m n.p.m.). Jeszcze za czasów ZSRR był to trzeci co do wysokości szczyt Związku Radzieckiego. Kiedyś jego zdobycie wymagane było do odznaczenia Śnieżnej Pantery. Innym szczytem koniecznym do zdobycia tej odznaki był Szczyt Zwycięstwa. No i ten być może będziemy mieli okazję oglądać, bowiem na wyprawę górską wybraliśmy góry Tianshan, a nie Pamir. Jak to zwykle bywa z moimi wyjazdami znam nieco zarys tego co dotyczy miast i ogólny zarys trasy górskiej (rejon Inylchek). Udało mi się kupić mapę tego rejonu wydaną przez niemiecki związek alpejski, a więc o lepszą niż te którymi dysponowałem w Indiach. Na zdobywanie szczytów się nie szykujemy, a raczej na fajną widokowo trasę z zakresie wysokości od 2000 do 4100 metrów n.p.m. Co się uda z tego zrealizować to się okaże na miejscu. Zaprowiantowaliśmy się na jakieś 8 dni (chodzi o zapasy które pozwolą przetrwać przy założeniu że nie będzie żadnej wioski). Przeczytaj całość »