Mesa Verde
Jednym z ciekawszych miejsc, jakie odwiedziłem na zachodzie Stanów Zjednoczonych był Park Narodowy Mesa Verde. Ciekawy był dla mnie przede wszystkim dlatego, że wcześniej nie znałem historii Indian Anasazi. Tak zwany „Dziki Zachód” kojarzył mi się zawsze z Indianami mieszkającymi w namiotach. Okazało się, że co prawda w czasie przybycia białych do Ameryki tereny Arizony i Colorado (Meza Verde leży niedaleko od miejsca, w którym graniczą cztery stany: Arizona, Utah, Colorado i Nowy Meksyk) zamieszkiwali głównie Indianie Navaho mieszkający w namiotach, ale przed nimi były to tereny Indian mieszkających w pueblo (Hopi, będący potomkami Anasazi do dziś żyją w Arizonie i też mieszkają w pueblo, co po hiszpańsku oznacza wioskę). Warunki ich życia były dosyć prymitywne. Mieszkali w budowlach stawianych we wgłębieniach ścian kanionów. Z tego, co opowiadał przewodnik czas ich życia nie przekraczał 30 – 35 lat. Najczęściej cierpieli głód i niedożywienie. Miejscem ich kultu religijnego były tak zwane kivy, które widziałem też u Indian Hopi (kiedyś o nich wiecej napiszę, dlatego że jest to związane z moim wyjazdem do miast Majów w Meksyku). Kiva u Indian Anasazi, jeżeli by ją odkryć, to przypominałaby okrągłą studnię, która ma średnicę około 2-3 metrów i jest bardzo płytka. Oczywiście kiva studnią nie jest, ale moje porównanie pozwala sobie wyobrazić jej kształt. Od góry kiva była przykryta i posiadała wejście po drabinie. W kivach miały miejsce różnego rodzaju spotkania i obrzędy. Kiedy zwiedzaliśmy z żoną Mesa Verde, to naszej grupie towarzyszyła dwója młodych Indian, którzy po ślubie chcieli odwiedzić miejsce swoich przodków. Dla nich są to do dziś święte miejsca.
Indianie Anasazi zaczęli opuszczać swoje osady, a z północy nadchodzili Indianie Navaho, którzy pojawili się na tych terenach niewiele przed odkryciem Ameryki. Mówi się, że jednymi z potomków tradycji Anasazi są Indianie Hopi. Mieszkają oni niedaleko Wielkiego Kanionu i ich rezerwat otoczony jest rezerwatem Indian Navaho.
Poniżej prezentuję kilka zdjęć z Mesa Verde. Klikając na wybranym zdjęciu zobaczycie jego powiększenie.
Przy okazji wyjazdu do Mesa Verde chciałbym jeszcze wspomnieć o motelu Tomahawk znajdującym się w Cortez, w którym zatrzymaliśmy się na nocleg. Był to szczególny element naszej podróży po zachodnim wybrzeżu, dlatego że motel prowadzony jest przez naszych rodaków, którzy do Ameryki wyjechali około 25 lat temu. Gorąco polecam ten motel, bo oprócz tego, że cechowały go dobre warunki i przystępna cena, to zawsze miło jest spotkać rodaków na drugim końcu świata.

