Przez Indie do Nepalu

Wednesday, June 4, 2008, autor: Rafał

Była mała przerwa we wpisach, bo po spędzeniu długiego weekendu majowego w Polsce (1-4 maja) i zwiedzeniu kilku zamków krzyżackich wyleciałem do Indii i Nepalu. Całą podróż (prawie 3 tygodnie) zaplanowałem sam i podzielę się nieco spostrzeżeniami, bo może się komuś przydadzą lub zachęcą do podobnego wyjazdu. Osobiście polecam wyjazd w ten rejon świata, choć oczekujących wygód i wysokiej higieny uprzedzam, że muszą się przygotować na różne sytuacje. Szczególnie w Indiach.

Cel podróży, czyli dlaczego Nepal
Motywem przewodnim była chęć zwiedzenia rejonu Himalajów i poznanie ludzi i kultury z kręgu hinduizmu i buddyzmu. Nie miałem zamiaru spędzić całego czasu w górach, choć chciałem wybrać się tam przynajmniej na kilka dni. Wielokrotnie odwiedzałem polskie góry, więc chciałem też posmakować nieco wyższych gór. Poniżej zdjęcie z kilkudniowej trasy na Gosainkund – święte jeziora Hindusów znajdujące się w rejonie Lantang na wysokości od 4200 do 4700m n.p.m.

Maya Hotel na wysokości 3901m n.p.m. w drodze z Gosainkund do Dhunche

Dużą część czasu spędziłem zwiedzając Kathmandu i Pokharę. Ciekawym elementem podróży była też dwudniowa jazda z Delhi do Kathmandu. Podróż pociągiem w Indiach ma swój klimat i urok. Opiszę to w kolejnym wpisie.

Przygotowania
Wybierając się do Indii i Nepalu trzeba pomyśleć o szczepieniach. Ponieważ poziom higieny nie jest tam najwyższy, zdecydowałem się na zabezpieczenie przed chorobami, którymi można się zarazić drogą pokarmową. Szczepiłem się przeciw żółtaczce pokarmowej i durowi brzusznemu. Całkowity koszt obu szczepień wyniósł nieco ponad 300zł, a więc nie można powiedzieć, aby szczepienia były tanie. W rejonach nizin Nepalu i w Indiach istnieje potencjalne ryzyko malarii, na którą nie ma szczepionek, a są jedynie tabletki przyjmowane profilaktycznie! Ponieważ zakładałem, że większą część czasu będę przybywał w rejonach wysoko położonych (stolica Nepalu – Kathmandu – jest na wysokości około 1300m n.p.m.) nie zabezpieczałem się przeciwko tej chorobie. Lista potencjalnych chorób jest długa, a ja jestem zwolennikiem zachowania zdrowego rozsądku i nie przyjmowania wszystkich możliwych szczepionek.
Jeżeli chodzi o wizy, to będąc w Polsce wyrobiłem sobie tylko wizę indyjską. O ile ambasada Indii jest w Warszawie, to najbliższa ambasada Nepalu znajduje się w Berlinie i nie chciałem ponosić dodatkowych kosztów na dojazdy. Aktualna cena półrocznej wizy indyjskiej wynosi 184zł i jej załatwienie to zwykła formalność. Z reguły otrzymujemy wizę po 3-5 dniach. Do jej wyrobienia potrzebne są dwa zdjęcia i co ważne (!) - kopia biletu. Bez takiej kopii nie chciano mi wyrobić wizy, dlatego musiałem przyjść jeszcze raz. Ciekawe jest to, że w moim przypadku kopia była zwykłym wydrukiem ze strony Lufthansy. Nikt nie sprawdzał wiarygodności tego wydruku. A swoją drogą, to są przecież osoby, które wybierają wielotygodniową podróż lądem. Jak takie osoby mają dostarczyć bilet?
Wizę wjazdową do Nepalu załatwiałem bezpośrednio na granicy. Potrzebne jest tu jedno zdjęcie. Koszt wizy to 30 dolarów amerykańskich i podobnie jak przy wizie do Indii jej załatwienie to czysta formalność. Wszystkim wybierającym się do Nepalu zalecam zabranie większej ilości zdjęć, bo przydają się one chociażby przy wyrabianiu karty rejestracyjnej TIMS (Trekker’s Information Management System).

Ponieważ jednym z elementów mojej podróży było chodzenie po górach, więc w ramach przygotowań kupiłem sobie nowy śpiwór. Mój wybór padł na śpiwór puchowy, dlatego że śpiwory z naturalnego puchu są najlżejsze i chciałem zaoszczędzić każdy dodatkowy kilogram. Ich wadą jest to, że jak przemokną, to trzeba je dobrze wysuszyć, co może przeszkadzać w dalszej podróży. Wyjeżdżałem w maju przed porą deszczową, więc zdecydowałem się na model śpiwora, którego temperatura komfortowa to minus pięć stopni. W Nepalu granica, na której cały rok leży śnieg, to około 5000 metrów n.p.m. Moim planem było przejście przez przełęcz wysokogórską na wysokości 4610 metrów n.p.m., więc musiałem być przygotowany na gorsze warunki pogodowe. Na wysokości powyżej 3000 metrów było już wyraźnie zimniej (szczególnie w nocy lub po opadzie gradu z deszczem), dlatego wybór śpiwora był strzałem w dziesiątkę. W żadnym ze schronisk (o ile tak można nazwać chatki górskie w Nepalu) nie spałem w ogrzewanym pomieszczeniu.
To, czego nie zabrałem, a co z pewnością przydaje się w Nepalu jest latarka. Zaskoczeniem dla mnie był fakt, że w ramach oszczędności energii dwa razy dziennie wyłączane jest światło (każdorazowo na około 2-3 godziny). Gdy nadchodzi wieczór (w maju kompletna ciemność zapada około godziny dziewiętnastej), pozostaje siedzenie przy zapalonych świeczkach. Osoby doładowujące baterie aparatów fotograficznych powinny o tym pomyśleć. W rejonach górskich większość miejsc noclegowych posiada system baterii słonecznych, ale za ładowanie trzeba dodatkowo płacić (najczęściej około 100 NPR , czyli po aktualnym kursie około 3zł).
Walutą obowiązującą w Nepalu jest rupia nepalska (w Indiach jest też rupia, ale indyjska). Wymiana dolarów, funtów lub euro nie stanowi problemu, ale trzeba przy tym zwracać uwagę gdzie się to robi. Najpewniejsze są kantory mające autoryzację rządu. Przy każdej wymianie najlepiej poprosić o pokwitowanie.
Przewodnik Lonely Planet - NepalBędąc jeszcze w Polsce próbowałem zakupić jakieś przewodniki i mapki tras górskich. Kupiłem przewodnik Lonely Planet (jest tylko wersja angielska) i „Himalaje Nepalu” autorstwa Janusza Kurczaba. O ile z przewodnika Lonely Planet byłem w zadowolony (choć zaniżono tam minimalne koszty utrzymania podając 5-7 dolarów dziennie), o tyle opis mojej trasy w „Himalaje Nepalu” był niedokładny i mnie rozczarował. Jedynym plusem zakupu było to, że na podstawie opisów mogłem  przed wylotem zaplanować trasę. Osoby wybierające się na trekking mogą bez problemu zakupić odpowiednie mapy i przewodniki w Kathmandu (przewodni Lonely Planet, który tam widziałem był około 25% tańszy).

Na koniec chciałbym poruszyć kwestię pogody. Chociaż zaplanowałem swój wyjazd przed porą deszczową, to nie mogę powiedzieć, aby był to odpowiedni moment. W rejonach górskich popołudniami zachmurzało się niebo i padał grad z deszczem. Często panowała ograniczona widoczność. Jeden z miejscowych powiedział mi, że najlepsza pogoda na wycieczki górskie jest we wrześniu i październiku, dlatego o ile wybiorę się na kolejny wyjazd, to zaplanuje go w tych miesiącach. Jeżeli chodzi o zwiedzanie miast, to pogoda była dobra.



 

 
Tags:
 



Zostaw komentarz


 


 


 


 

*
Wpisz słowo z obrazka. Kliknij na obrazku aby usłyszeć angielską wersję audio
Kliknij na obrazku aby usłyszeć angielską wersję audio