Azja, Podróże W Kraju Środka

0 Comments

Na trzy tygodnie (od połowy września do początku października) wybrałem się do Chin, które od dawna były na mojej liście celów podróży. Nie zawiodłem się. Chiny - Przy wielkim murze Choć państwo to zmierza w kierunku takich krajów jak USA czy Japonia i coraz bardziej ulega wpływom globalizacji, to jednak nadal ma swój urok i klimat tajemniczości. Głównie za sprawą kultury, której wiele aspektów mnie interesuje (na przykład filozofia taoizmu). Ponieważ lubię być panem swojego czasu, cały wyjazd miał charakter indywidualny, a nie organizowany przez biuro podróży (staram się unikać klimatów przedszkola i szkoły, gdzie trzeba trzymając się grupy przemieszczać z punktu A do B w ściśle określonym czasie i po wytyczonej przez kogoś trasie). O ile samodzielny wyjazd do większości krajów przy chociażby średniej znajomości angielskiego nie stanowi większego wyzwania, to przy wyjeździe do Chin trzeba zdać sobie sprawę, że bariera językowa i kulturowa może stanowić poważny problem.  Nie znając lokalnego języka w Chinach tracimy możliwość komunikacji słownej. Takie doświadczenie może być o tyle przykre, że w odróżnieniu od krajów z naszego kręgu kulturowego, w Chinach nie ma podobnie brzmiących słów (jak np.  słowo ‘hotel’ rozumiane w większości krajów). Dodatkowo musimy się zmierzyć z różnicami kulturowymi, które wpływają na zachowanie i mowę ciała (pewne gesty i znaki nie zawsze są takie same. W przyszłości postaram się opisać prosty przykład dotyczący pokazywania liczb na palcach ręki. Warto go znać, bo na przykład nasze „dwa” na palcach, to w Chinach „osiem”, więc możemy zamiast dwóch biletów kupić osiem). Choć sytuacja zmienia się z każdym rokiem, to znajomość angielskiego w Chinach nadal jest znikoma (pomijając Pekin, gdzie kogoś z angielskim znajdziemy). Dlatego pierwszą radą jaką bym dał osobom planującym indywidualny wyjazd jest zaznajomienie się z podstawowymi zwrotami i przygotowanie kilku kartek ze znakami (należy pamiętać, że w Chinach jest wiele dialektów i samo opanowanie języka urzędowego nie gwarantuje sukcesu. Na szczęście znaki wszędzie są rozumiane). Słyszałem o turystach, którzy utkwili na jakiś czas na chińskiej prowincji, bo nie umieli się z nikim porozumieć w sprawach dotyczących dalszej podróży.

Planując wyjazd zaczynamy od wizy, którą można dość łatwo uzyskać (koszt to 220 zł). Proces trwa kilka dni, ale musimy spełnić dwa podstawowe warunki: mieć wykupiony bilet i zarezerwowaną przynajmniej pierwszą noc w hotelu. Wcześniej wystarczał ponoć sam bilet, ale to się zmieniło. Cały proceder jest związany z przygotowaniami do EXPO 2010 w Szanghaju oraz tym, że w Chinach istnieje obowiązek meldunkowy (takie sprawy załatwia za nas hotel, co jest już plusem w porównaniu z Rosją, o której wcześniej pisałem). Poza tym w podaniu o wizę podajemy planowane miejsca pobytu. Jeżeli wybieramy się do Hongkongu lub Makao, to koniecznie musimy zaznaczyć wielokrotne wjazdy. W przypadku planowego pobytu w Tybecie musimy załatwić osobne pozwolenie, które wiąże się z dodatkowym kosztem. Pierwotnie planowaliśmy odwiedzić na kilka dni Tybet, a Chiny centralne miały być dodatkiem. Zrezygnowaliśmy z tych planów, kiedy się okazało, że wszędzie trzeba poruszać się z przewodnikiem, co znowu przypomniało klimat szkolnych wycieczek. Dodatkowo okazało się, że z okazji 60-lecia ChRL Tybet został zamknięty dla turystów, więc tak czy inaczej w terminie w którym planowaliśmy wyjazd nic byśmy nie zobaczyli.

Przed samym wyjazdem można zaplanować szczepienia. Z reguły wybieram szczepienia przeciwko chorobom, którymi łatwo się zarazić drogą pokarmową, ale przy tym wyjeździe nie zdecydowałem się na żadne z proponowanych szczepień (tym bardziej, że np. szczepienie na dur brzuszny z poprzedniego wyjazdu jeszcze działało). Nie muszę chyba wspominać, że jak zasięgniemy rady w jakimś punkcie szczepień, to dostaniemy ich całą listę. W końcu z czegoś taki ośrodek musi żyć, więc wykorzystanie własnego rozumu jest wysoce zalecane.

W kwestii opieki medycznej przeczytałem, że Polska ma umowę z Chinami i otrzymujemy ten sam poziom opieki co w Polsce. Warto jednak sprawdzić przed wyjazdem, bo może się to zmienić. Tak czy inaczej zawsze płacimy za opiekę, a potem w zależności od ubezpieczenia odzyskujemy pieniądze. Mieliśmy to nieszczęście skorzystać z lekarza, ale o dziwo nikt nie chciał od nas pieniędzy, a leki były bardzo tanie (i antybiotyk sprzedawany był bez recepty).

Przelot do Chin

W momencie wyjazdu  najtańsze bilety oferował Aerofłot (około 2000PLN za bilet do Pekinu). Polecam tę linię, bo serwuje smaczne jedzenie i ma dobre samoloty (więcej miejsca). Jak dodatkowo zobaczyłem, że system pokładowej telewizji obsługuje system operacyjny Linux, to naprawdę zrobiło się swojsko. Jedynym minusem jest nieciekawe lotnisko w Moskwie, na którym trzeba czekać na kolejny lot.

Podróżowanie w Chinach

Planując podróżowanie po Chinach pociągiem lub autobusem należy uświadomić sobie fakt, że to naprawdę duży kraj i podróże trwają długo. To co na mapie wygląda jak niewielki odcinek w rzeczywistości okazuje się długą, męczącą drogą. Większość osób zaleca wcześniejszą rezerwację biletów kolejowych, bo podobno zdarza się, że brakuje biletów na kolejne kilka dni. Nic nie wykupiliśmy i jakoś się udało. To co nie wyszło, to planowanie. Rozkład pociągów i autobusów nie zawsze odpowiadał założeniom (np. zwiedzanie do południa, a potem wyjazd dalej. Dalekobieżne autobusy nie jeżdżą zbyt często i być może nie o takich porach jak byśmy chcieli). Alternatywą dla pociągów są samoloty, ale przestrzegam przed kupowaniem ich poprzez polskich pośredników (szczególnie w wyszukiwarkach kuszących słowem „tanie połączenia”). Połączenie, które kosztowało 108 USD w Polsce sprzedawane było za ponad 600zł, czyli dwa razy drożej. Najtaniej jest bezpośrednio w linii lotniczej, ale problemem może być kwestia płatności przy rezerwacji. Air China, z których korzystałem akceptowało tylko przelewy z chińskich banków. Kupując bezpośrednio w Air China bilet kosztowałby około 70 USD.

Zakupy

Walutą obowiązującą w Chinach są juany, które często określa się skrótem RMB. Potocznie juan nazywany jest „kuai” i kupując na targowisku spodziewajmy się, że taka nazwa zostanie użyta. Z tego co wiem poza Chinami nie można wymienić juanów, dlatego pierwszą i ostatnią wymianę waluty przeprowadziliśmy na lotnisku. Przy przylocie okazało się, że daliśmy się zwabić na wymianę przy której pobierana była opłata 60 RMB. Trzeba na to uważać, bo generalnie nigdzie poza lotniskiem nie było żadnej opłaty. Każda operacja wymiany wymaga przedstawienia paszportu.

Cokolwiek kupujemy w Chinach ZAWSZE należy próbować się targować (może poza sklepami markowych zachodnich firm). Nigdy nie akceptujmy pierwszej ceny i najpierw zobaczmy co oferują inni. Nawet jeżeli jest to cena na etykiecie. Podam dwa przykłady. Nocleg jaki znaleźliśmy w drodze na jeden ze szczytów Emei Shan kosztował według cennika 580 RMB (juanów). Na dzień dobry zaoferowano nam „specjalną ofertę” w wysokości 200RMB. Powiedziałem, że bierzemy nocleg za 100 RMB (taką ofertę mieliśmy w hotelu obok, który z pewnych względów nam nie odpowiadał). Z wielkim bólem zaoferowano nam 150RMB, ale odpowiedziałem, że pasuje tylko 100RMB i wyszliśmy z hotelu szukać czegoś innego. Pani oferująca nocleg wybiegła za nami z hotelu proponując 120RMB, na które ostatecznie przystaliśmy. Tak więc pokój za 580RMB kosztował nas 120RMB. Dość duża różnica z tym co widniało w cenniku. Do codzienności należała taka sytuacja: Ktoś na straganie oferuje produkt za 450RMB twierdząc, że to super oferta. Kręcąc nosem odchodzę, a sprzedawca krzyczy, że może być 300RMB (o 150RMB mniej – z pozoru spora zniżka). Ja mówię, że dziękuję i idę dalej, a sprzedawca dalej krzyczy, że sprzeda za 150RMB (3 razy taniej niż pierwotnie!). Dlatego należy się targować. Targować, targować i jeszcze raz targować. Trzeba przy tym zachować złoty środek: nie dać się oskubać, ale też nie zapominać, że ci ludzie też chcą coś zarobić. Żyłowanie maksymalnie niskiej ceny jest moim zdaniem niestosowne (szczególnie jak różnica w złotówkach jest niska). Z drugiej strony trzeba mieć świadomość, że widok białego automatycznie podwyższa cenę.

Co można lub trzeba  zabrać na wyjazd?

Wyjeżdżając do Chin warto zabrać ze sobą podstawowe leki. Wynika to z faktu, że trudno jest znaleźć chińskie odpowiedniki. Zabrane leki okazały się pomocne, gdy towarzyszka podróży zachorowała na zapalenie ucha środkowego. Wizyta u chińskiego lekarza (który nie rozumiał ani słowa po angielsku) była dość zabawna (choć sama okoliczność wizyty zabawną nie była!). Punkt medyczny przypominał połączenie apteki z przychodnią. Lekarz po zbadaniu przepisał jakieś chińskie ziółka i jak później stwierdził mój kolega lekarz – pediatryczną dawkę antybiotyku Cefixime (6 tabletek na trzy dni, każda po 50mg, choć nasi lekarze zalecają od 7 do 14 dni i przy dużo większych dawkach). Dlatego podstawowe leki warto zabrać.

Niektóre poradniki doradzają też zabranie papieru toaletowego, ale to bzdura. Kupimy go wszędzie. Ważne, aby go zabierać na podróż pociągiem lub autobusem, bo w toaletach papieru nie ma. Same toalety dostarczają sporo wrażeń, co może być szczególnie kłopotliwe dla pań. Do dyspozycji mamy dziurę w podłodze, a jak lepsza toaleta to nawet swoją kabinę (na prowincji nie należy liczyć na takie luksusy. Kilka dziur w podłodze i żadnej przegródki).

Przygotowując wyjazd warto pomyśleć o rzeczach, które nie wymagają prasowania.  Tylko w jednym hotelu było dostępne żelazko. Z suszarką problemów nie było.

Różnice w kulturze, czyli czemu nie należy się dziwić

Stare powiedzenie mówi, że co kraj to obyczaj i w Chinach się to dobrze sprawdza. Pewne zachowania mogą szokować. Jednym z nich jest plucie i charczenie. Chińczycy i Chinki dość często zbierają ślinę głośno charcząc, po czy spluwają ją na chodnik. Czasami nawet w pomieszczeniach. Nie należy się temu dziwić. Innym zwyczajem jest wypluwanie resztek jedzenia (np. kości) bezpośrednio na stół, bardzo głośne mlaskanie i siorbanie. Głośne bekanie też się pojawia, choć zdecydowanie rzadziej. Pomimo iż takie zachowanie współtowarzyszy biesiady może odbierać apetyt, trzeba zachować tolerancję i zrozumienie, że kultura była i jest pojęciem względnym (nigdy nie zapomnę, jak zwiedzając kilka lat temu Luwr dowiedziałem się, że w czasach gdy tętnił on życiem, załatwianie wszelkich potrzeb odbywało się dosłownie wszędzie. Dlatego nie należy oceniać zachowania innych stosując własne wzorce kulturowe).

Innym ciekawym zjawiskiem w Chinach był strój dzieci, które zamiast pieluch noszą wykrojone w kroku spodnie. Pozwala to zaoszczędzić czas potrzebny na ściąganie ubrania. Załatwiające się na ulicy dziecko nie jest w Chinach widokiem nadzwyczajnym. Co ciekawe, prawdopodobieństwo wejścia w kupę leżącą na chodniku jest tam o wiele mniejsze niż w Polsce, gdzie właściciele psów pozostawiają odchody swoich podopiecznych. W miastach chińskich było bardzo czysto.

Chińczycy

Chińczycy są niezwykle przyjaznymi i pomocnymi osobami. Biali turyści budzą ich sympatię i zaciekawienie. Zupełna przeciwność indywidualnie nastawionych ludzi zachodniej kultury. Zapytany o pomoc Chińczyk z pewnością postara się pomóc, choć należy zaznaczyć, że ta próba nie zawsze okazuje się pomocna (najbardziej zadziwiła nas obsługa hotelu w Chongqing. Chiny - Przewóz wszelkiego rodzaju towarów odbywa się na różne sposobyNie potrafili odpowiedzieChiny - Rozrywka na świeżym powietrzuć na pytanie, czy widoczna z okna hotelu ogromna rzeka to Jangcy. W zakłopotaniu sprawdzali mapę i pytali się nawzajem). Widząc śmiech na twarzy Chińczyka należy to odbierać jako przejaw zakłopotania lub wstydu. Radość okazywana jest uśmiechem, a nie śmiechem. Wymowne jest tu zdarzenie jakie mieliśmy w hotelu w Chengdu. Po podejściu do recepcji zapytałem po chińsku czy znają angielski (bo ja po chińsku znałem kilka słów na krzyż). Odpowiedź brzmiała, że nie. Nastąpiła dość kłopotliwa sytuacja, a obsługa hotelu zaczęła się coraz głośniej śmiać. Do tego stopnia, że wszystkie trzy dziewczyny w recepcji pokładały się ze śmiechu pod stół. Zachowanie dość dziwne w naszej kulturze (mało profesjonalne i nietypowe), ale w Azji może być ponoć reakcją na zakłopotanie.

Chiny - Poranny trening Taiji w XianPrzechadzając się uliczkami miast nie raz zauważymy grupy Chińczyków. Albo grają w madżonga, w szachy chińskie lub w karty. Zjawisko to jest bardzo powszechne i zawsze budziło moje zaciekawienie i fascynację, jak bardzo towarzyscy są Chińczycy. Chińskie miasto to zupełne przeciwieństwo niemieckich miast i wsi, których widziałem dość dużo. Niemieckie miasteczka są puste i wyglądają jakby nikt w nich nie mieszkał. Chińskie miasteczka są pełne życia, ludzie grają na ulicy, a porankami ćwiczą w parkach. W Chinach nie widziałem czegoś takiego jak wstyd z tego, że się ćwiczy w miejscu publicznym. Ilu starszych ludzi jest w Polsce gotowych wyjść do parku i ćwiczyć nie bacząc na ewentualnych gapiów?  Odsyłam tu do krótkiego filmiku jaki udało mi się zrobić aparatem fotograficznym w parku Xian (stąd nie najlepsza jakość i ostrość). Pokazuje on jak bez zażenowania  Chińczycy wykorzystują coś w rodzaju siłowni na świeżym powietrzu.  Ćwiczenia wykonywane były popołudniu a nie rano, więc raczej jako element dodatkowy spaceru. Tu nic nikogo nie dziwi.

Wyobrażacie sobie swoich sąsiadów lub siebie? To pokazuje jak różną mamy mentalność. Osobom odwiedzającym Chiny poleciłbym poranną wizytę w jednym z parków. Zobaczycie tam ludzi ćwiczących Taiji.Pewnym zaskoczeniem w Chinach był dla mnie styl jazdy samochodem. Wydawało mi się, że to Hindusi są głośni i na ulicach Indii panuje chaos. A tu się okazuje, że w Chinach jest nie mniej ciekawie. Z wykorzystaniem klaksonu jako środka ostrzegawczego ‘Uwaga! Wyprzedzam!” spotkałem się już w Nepalu. W Chinach dodatkowo niemiło zaskoczył mnie sposób przekraczania jezdni. O ile samochody lub motory jadące na wprost szanują czerwone światło, to te skręcające w prawo już nie. Można być łatwo potrąconym przez taki skręcający samochód.Kierowcy trąbią lub przejeżdżają prawie po nogach dając do zrozumienia, że mamy czym prędzej uciekać z przejścia dla pieszych (pomimo zielonego światła!).

Zwiedzanie

Ciekawych miejsc jest w Chinach bardzo wiele, dlatego trzeba coś wybrać z szerokiej oferty. Dla mnie priorytetowe były dwa masywy górskie: Emei Shan i Wudang Shan. Oba związane ze sztukami walki. O obu coś napiszę. Dodatkowo udało nam się zwiedzić: Pekin i Wielki Mur, X’ian (razem z Terakotową Armią), Wielkiego Buddę w Leshan i kilka miast będących po drodze.

Tags:

Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word