Azja, Podróże Emei Shan, czyli święta góra taoistów i buddystów

0 Comments

Opisywałem już świętą górę taoistów Wudang Shan, więc nie może też zabraknąć kolejnej świętej góry, która bliższa jest buddystom (choć uważa się ją też za górę taoistyczną). Nie brak tu też akcentów związanych ze sztukami walki, co było jednym z powodów jaki mnie w ten rejon przyciągnął. Style z Emei Shan są równie znane jak te z Wudang. Zainteresowanych tematem odsyłam do książki Sifu Janusza Szymankiewicza „Kung Fu. Ilustrowana historia sztuk walki„, w której to stylom z Emei Shan (jak np. Emei Pai) poświęcony jest osobny rozdział.

Znaczenie słowa „shan” już podawałem. Słowo „emei” oznacza „brwi pięknej kobiety”, co ma oddawać kształt i piękno tych gór. Podobnie jak w Wudang, samo słowo Emei Shan nie odnosi się do jednego szczytu, ale raczej pasma. Najważniejszy jest tu tzw. Złoty szczyt (Golden Summit) o wysokości 3099 metrów n.p.m. Ze szczytu widoczna jest piękna panorama z urwiska o wysokości 1000 metrów, które ma swoją mroczną historię. Rzucali się w nie przybywający na górę pielgrzymi. Rejon Emei Shan przyciąga nie tylko turystów, ale przede wszystkim pielgrzymów Na szczycie wznosi się przepiękny posąg poświęcony bodhisattwie Puxianowi. Podobno zdobył on ten szczyt na grzbiecie białego słonia (znalazłem w internecie  źródła które podają, że miał sześć trąb, ale to pomyłka, bo chodzi o ciosy słonia. Tak też jest przedstawiany słoń na Emei Shan. Autorzy podający historię z trąbami najwyraźniej na górze nie byli). Motyw słonia widoczny jest w wielu miejscach. Wchodząc do góry przechodzi się też obok Stawu Kąpieli Słonia, w której to Puxian miał się zatrzymać i umyć słonia.

Sama wysokość Złotego szczytu każe już przypuszczać, że jego zdobycie nie jest zwykłym spacerkiem. Nie jest też typową wyprawą górską, a to za sprawą niekończących się schodów, którymi się wchodzi. Schody, schody i jeszcze raz schody. Nie ma odcinka, który by nie wiązał się ze schodami. Wchodząc od Baoguo musimy pokonać ponad dwa tysiące metrów w górę (Baoguo jest na wysokości około 500 metrów). Większość turystów nie wchodzi do góry z samego dołu, a jedynie na ostatnim odcinku, do którego dojeżdża autobus (Leidongping Bus Station – 2430m). Dlatego też historia o Chińczykach, którą przed wyprawą przeczytałem w Internecie nie jest do końca prawdziwa. Uczestnicy wyprawy opisywali w niej niekończące się tłumy charczących, plujących i krzyczących Chińczyków. Nic takiego nie miało miejsca. Odcinek do kolejki linowej był w miarę cichy i można było podziwiać piękno i bogactwo przyrody (flora Emei Shan zawiera podobno około 3000 gatunków roślin, co stanowi 10% wszystkich gatunków w Chinach). Piękna przyroda Emei Shan Dopiero końcowy odcinek jest zatłoczony. Co się potwierdziło, to historia z małpami, które mogą być dość agresywne. Sam byłem świadkiem kiedy zaatakowały Chińczyka, który nam towarzyszył przez spory fragment drogi. Małpy robią się agresywne kiedy wykonuje się ruchy świadczące o tym że ma się coś co potencjalnie mogłoby je zainteresować (jedzenie). Na tym też polegał problem wspomnianego Chińczyka. Pomógł żonie wyciągnąć coś z plecaka, co spowodowało zainteresowanie małpy, która w rozdrażnieniu pokazała całkiem pokaźne kły. Naprawdę można się obawiać osobników większych rozmiarów. Dlatego na terenie Emei Shan pomagają strażnicy, których główna praca polega na strzelaniu do małp kamieniami z procy (wspomniani wcześniej uczestniczy wycieczki pisali też o kopaniu małp w pysk i specjalnym ich prowokowaniu, ale ja nie potwierdzam tych sensacji). Małpy - te z pozoru milutkie zwierzątka potrafią nieco uprzykrzyć drogę na szczyty Emei Shan Wchodząc na górę mieliśmy dwa wymuszone postoje związane z odganianiem małp. Każdy komu małpy kojarzą się z miłymi małpkami cyrkowymi może się rozczarować i nawet nastawić się negatywnie do tych pozornie niegroźnych stworzeń.

Wybierając się na Emei Shan warto nocować w Baoguo, które jest naturalną bazą wypadową przed wyjściem w górę.

Rzeźby w czerwonej skale w Baoguo. Widać tu wyraźnie ciosy słonia.

Sama miejscowość ma bardzo ciekawy klasztor, który jest godny uwagi. Dodatkowo można wchodzić na szczyt od samego BaFigurka w muzem w Baoguo pokazująca adepta Kung Fuoguo idąc od strony klasztoru w stronę Huyu Bridge, świątyni Leiyin (700m) i dalej aż do Guangfu, w którym droga spotyka się z tą, którą my wybraliśmy. Przebywając w Baoguo, czy wchodząc na Emei Shan  prawie napewno zetkniemy się z jakimiś znakami przypominającymi nam jak ważna to góra dla chińskich sztuk walki.

Wybierając nocleg w Baoguo można się zatrzymać w hotelu Teddy Bear.  Ogromnym plusem jest to, że obsługa zna angielski co jest niezwykle pomocne w Chinach (i póki co na prowincji nadal rzadkie). Niestety dla mnie osobiście ten plus jest przyczyną jedynego minusu, który w tym hotelu dostrzegłem. Jest on pełen białych turystów (nie widziałem ani jednego Chińczyka!), co powoduje pewne odseparowanie się od tego, po co przyjeżdża się do tak egzotycznych krajów (tak jest przynajmniej dla mnie).

Pomnik pokazujący scenę walki

Jeżeli chce się wchodzić na sam szczyt od dołu, to zdecydowanie zalecam nocleg po drodze i aklimatyzację. Opcje są dwie: nocleg w jednym z klasztorów lub nocleg w jednym z hotelików. W przypadku klasztorów cena jest niska, ale trzeba się liczyć z brakiem komfortu i przymusem zachowania pewnych zasad (z tego co wiem, to do nich należy oddzielne spanie mężczyzn i kobiet). Nasza trasa przebiegała od Wuxiangang Bus Station (pierwsza i najniższa stacja, na wysokości podobnej do Baoguo, a więc z tej stacji jest spory kawał drogi do przejścia). Idąc z tej stacji mamy do wyboru dwie drogi (rozgałęzienie jest w Niuxin Pavilion i trzeba tam bardzo uważać, aby pójść w dobrą stronę). Jedna prowadzi przez klasztor Xianfeng na wysokości 1752 metrów, a druga przez Wannian Temple (1020m). My omyłkowo wybraliśmy pierwszą drogę, choć pierwotny plan był taki aby tą stroną schodzić, a nie wchodzić (stąd też podkreślam iż w Niuxin Pavilion trzeba dobrze się rozejrzeć).

Emei Shan ma dość kapryśną pogodę i z tego co słyszałem trzeba mieć troszkę szczęścia, aby zobaczyć przepiękny wschód słońca rozświetlający przepiękny posąg – świątynię stojącą na szczycie. Nam nie było dane zobaczyć ten zapierający dech w piersiach widok, bo na szczyt dotarliśmy w strugach deszczu i przeszywającego zimna (co na wysokości ponad 3 tys.metrów nie powinno dziwić). Tym nie mniej widok robił wrażenie (zdjęć nie bardzo można było zrobić ze względu na mgłę i lejący deszcz). Posąg Puxiana stojący na szczycie kryje w sobie świątynię, która mi się skojarzyła z Panteonem. W jej wnętrzu na środku stoi złoty posąg, a na okrągłych ścianach różne postacie. Jest to pokazane na zdjęciach poniżej.

Wielki posąg Puxiana w Emei Shan Świątynia pod posągiem Puxiana Świątynia pod posągiem Puxiana

Postacie widoczne na zdjęciu z posągiem dają wyobrażenie jak jest on wielki.

Na sam koniec opisu informacja praktyczna. Niestety mniej przyjemna, bo dotycząca ceny za obejrzenie Emei Shan (które mimo wszystko jest tego wart). Samo wejście na teren Emei Shan (zbocza góry ze świątyniami) kosztowało 150 RMB od osoby. Jak się wchodzi i schodzi na pieszo, to oprócz jedzenia i spania nie ma dodatkowych kosztów, bo w cenie jest wejście do świątyni i klasztorów (inaczej niż na Wudang Shan). Ci którzy chcą tylko przelecieć przez Emei Shan i zaliczyć kilka zdjęć do albumu muszą się liczyć z dodatkowymi pieniędzmi za autobusy i kolejkę linową. Ceny autobusów kilkakrotnie przekraczają ceny jakie obowiązują w normalnej komunikacji. Sam zjazd w dół kosztował bodajże 40RMB od osoby, a w górę z tego co wiem drożej.Osobiście polecam zarezerwować te trzy dni i wchodzić do góry na pieszo zostawiając rzeczy w Baoguo.

Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word