Azja, Podróże Droga z Manali do Leh

2 Comments

Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, Ladakh jest miejscem które chciałbym szerzej opisać na swojej stronie. Nie jest to atrakcja turystyczna, która bije szczyty popularności wśród osób wybierających się do Indii, ale na pewno miejsce które powinno przyciągnąć każdego kogo interesuje buddyzm, Tybet czy generalnie wschodnie klimaty. Jego mniejsza popularność wynika tylko i wyłącznie z tego że Indie są ogromnym krajem i większość osób wybiera rozreklamowane atrakcje w stylu Tadż Mahal. Poza tym nie jest to miejsce dla każdego. Miejscowości położone są na wysokościach od 3000 do nawet 4000 metrów i nie każdy to lubi.
Ladakh jest tego typu rejonem Indii, o którym można powiedzieć że jest mało indyjski. Kultura i ludzie tam mieszkający bardziej pasują do Tybetu. Odwiedzając Ladakh mamy wrażenie jak byśmy się znajdowali w Tybecie. Podobny styl, podobne krajobrazy i ta sama religia. Jest to najbardziej wysunięty na zachód fragment Wyżyny Tybetańskiej zamieszkały przez etnicznych Tybetańczyków. Dlatego każdy kto marzy o Tybecie i  komu nie podoba się oferowany przez władze chińskie styl zwiedzania Tybetu (z nieodłącznym ‘opiekunem’), powinien wybrać się do Ladakh.
Stolicą rejonu jest Leh położone na wysokości około 3500 metrów n.p.m. W Ladakh to żadna wysokość. W końcu mówimy tu o pasmie Himalajów, które są najwyższymi górami świata. Jeśli bym miał porównywać Leh z Kathmandu, to summa summarum chyba bym wybrał Kathmandu. Głównie ze względu na większą ilość ciekawych zabytków. Z drugiej jednak strony Leh jest cichsze i piękniej położone. Mamy tu pałac na wzgórzu z którego wznosi się przepiękna panorama miasta i okolicznych gór. Widok zapierający dech w piersiach. Można sobie spokojnie posiedzieć i podumać.
Dojazd do Leh i generalnie do Ladakh nie jest łatwy, o ile nie zdecydujemy się na transport lotniczy. Osobiście polecałbym przynajmniej w jedną stronę wybrać drogę lądem. Nie ma dojazdu koleją, więc jedzie się autobusem lub jeapem oglądając przy tym niesamowite widoki gór. Możliwości są dwie. Biorąc pod uwagę, że zaczynamy w New Delhi, w jedną stronę do Leh należy liczyć co najmniej 3 dni (przy dozie szczęścia). My udaliśmy się najczęściej wybieraną drogą, czyli poprzez Manali. Jako drogę powrotną wybraliśmy rzadziej uczęszczaną przez turystów drogę przez Kaszmir, ale o tym napiszę kiedy indziej.

Cała trasa obejmowała trzy etapy. Pierwsze dwa to przejazd pociągiem z New Delhi do Changigarh (około 5 godzin), a potem autobusem z Chandigarh do Manali (około 8 godzin). Te dwa udało nam się zrobić w ciągu jednego dnia. Wszystko dzięki wczesnej porze wyjazdu pociągu z Delhi (5:40 rano). Jedynym mankamentem tej opcji było to, że prosto z samolotu który lądował po 12 w nocy, udaliśmy się na mało ciekawy dworzec – Delhi Sarai Rohilla. Byliśmy tam około trzeciej nad ranem.

Drugi etap podróży do Leh był znacznie ciekawszy i obejmował dwudniowy przejazd z Manali do Leh. Tą trasę niektóre minibusy robią bez postoju na nocleg, ale wówczas traci się dużo ciekawych widoków. Piszę tu o minibusach, bo po lawinach błotnych jakie nawiedziły Ladakh latem wiele dróg i mostów zostało zmytych. Dlatego komunikację autobusową zawieszono. Nam się wyjątkowo poszczęściło, bo trafiliśmy na ludzi z Leh którzy musieli wrócić , więc mieli konkurencyjne warunki przejazdu. Bez żadnego tłoku (siedzieliśmy we dwójkę z tyłu jeapa) i z możliwością postoju na zdjęcia. Cena za przejazd wynosiła 1200 rupii zamiast standardowej ceny minibusa 1700 rupii (którą na ‘dzień dobry‘ nam nieznacznie nam obniżono do 1500). Opcja przejazdu za jednym zamachem odpadała, bo takie minibusy nie jeżdżą codziennie i akurat żaden nie jechał w dniu w którym my chcieliśmy.

Wyruszyliśmy około drugiej po południu. Początek drogi prowadził przez serpentyny wśród porośniętych zielenią gór. Droga raczej przypominała jakiś skrót przez pola niż drogę w naszym rozumieniu (a więc asfaltową). Jeapem podrzucało niemiłosiernie, ale była to dopiero przygrywka do tego co miało być kolejnego dnia. Drogi winić nie można, bo nasz kierowca zachowywał się jak nieco narowisty koń. Szczególnie drugiego dnia, gdy dołączył jego kolega z kolejnym jeapem. Przypominało to nieco wyścig na trasie Paryż-Dakar.

Droga z Manali do Leh

Z początku samochodów po drodze było wiele, ale później  coraz mniej. Kiedy zapadła ciemność nic już nie było widać, a jedynie odczuwalny był chłód. To dlatego, że trasa wiodła przez wysokie przełęcze w górach. Droga na trasie Manali-Leh jest drugą co do wysokości drogą na świecie (pierwsza też jest w Indiach). Późnym wieczorem, bo około 23 dotarliśmy do Sarchu. Nic nie podejrzewając udaliśmy się do namiotu, który nas zaoferowano. Dopiero w nocy poczuliśmy gdzie nas przywieziono. Ja miałem dobry, sprawdzony w Nepalu śpiwór, ale mój kompan strasznie marzł i generalnie nie mógł złożyć razem zębów. Nieco zraziło go to do dalszych noclegów pod namiotem (na trekking zabrałem swój namiot, ale w Sarchu nie było czasu na rozkładanie). Obaj mieliśmy problemy z bólem głowy. W zasadzie nie dało się spać. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że Sarchu leży na wysokości 4200 metrów n.p.m. Trochę wysoko jak na pierwszą aklimatyzacyjną noc (choć należy tu wspomnieć, że do aklimatyzacji można też doliczyć wcześniejszą noc w Manali, które leży na wysokości prawie 2000 metrów). Dla kogoś kto nigdy nie miał objawów choroby wysokościowej może to być trochę niewyobrażalne, ale ból głowy jest tylko jednym z ‘efektów’ jakich możemy doświadczyć. Kolejnego doświadczyłem następnego dnia po zjedzeniu omleta i po przejechaniu kilku kilometrów na wyboistej drodze….ale może szczegóły pominę. No cóż. Każdy organizm musi się jakoś zaadoptować, bo dla takich widoków warto.

W Sarchu (4200 m n.p.m.)

Sarchu, w który nocowaliśmy jest w zasadzie rodzajem pola namiotowego. Namioty stoją tu w okresie letnim. Mniej więcej w połowie października drogę do Leh przez Manali się zamyka, bo w górach zalega śnieg i jest ona nieprzejezdna. Otwierają ją dopiero w maju.
Po wyjechaniu z Sarchu i kilku godzinach jazdy dotarliśmy do najwyższej przełęczy jaka jest na tej trasie (Taglang La). Położona jest ona 5328 metrów n.p.m. (najwyższa na świecie przejezdna przełęcz, też w Indiach, ma bodajże około 5600 metrów).

Przełęcz Taglang La (5328 metrów n.p.m.)

Ponieważ choroba jeszcze nam do końca nie przeszła (lekkie zawroty głowy i średnie samopoczucie) długo na tej przełęczy nie pozostaliśmy. Kilka pamiątkowych zdjęć i ruszyliśmy dalej w stronę Leh.  Po zjechaniu w dół zaczęła się dolina a w niej piękne widoki. Nie tylko gór, ale pierwsze zabudowania, czorteny i klasztory. Niektóre fragmenty drogi bardziej przypominały wycieczkę po kamieniołomie. Cały Ladakh to góry w których próżno szukać zieleni i pastwisk. Pastwiska dla jaków, kóz i owiec są, ale nie jest to tak zielone pastwisko jak to które można znaleźć w Tatrach.

Jeden z czortenów widocznych przy drodze

Po dojechaniu do Leh mieliśmy wreszcie nieco czasu na odpoczynek od kilkudniowej podróży i dokończenie procesu aklimatyzacji. Ale o tym w następnym wpisie.
Na koniec krótki fragment scen z filmu, jaki powstał po wyjeździe (dlatego znajomi, którzy go jeszcze nie oglądali nich się wstrzymają i poczekają na całość w wersji full HD). Jest to kilka fragmentów drogi z New Delhi do Leh. Po obejrzeniu można mieć lepsze wyobrażenie o tym jaka taka droga wygląda.

W filmie wykorzystałem utwór Dronpe (piosenkarki z Tybetu), której to muzyka towarzyszyła nam na trasie Manali-Leh (kierowca słuchał jej utwory przez dużą część drogi).

2 Responses to “Droga z Manali do Leh”

  1. Gabi Says:

    Witaj Rafał! Ciekawie opisujesz swoją wyprawę do Indii-oglądając zdjęcia i filmy można się tam na chwilę przenieść…Super!
    Ps. Bardzo mi się podoba ta piosenka Dronpe ;)
    Pozdrawiam.

  2. Rafał Says:

    Cześć,
    dzięki ;-) .
    Jeśli chciałabyś posłuchać więcej Dronpe to utwory znalazłem na Youtube. Szukałem czegoś na podkład do filmu i znalazłem je przypadkowo. Wtedy przypomniały mi się utwory jakich słuchałem w drodze (zapomniałem kierowcę spytać o tytuły). To były jej piosenki.
    W filmie jaki mam przygotowany (tu masz tylko mały fragmencik z pousuwanymi scenami) Dronpe jest tylko od momentu wyjazdu z Manali. Podkład wcześniejszych scen (trasa przez typowe Indie) to raga indyjska.
    Polecam też podkład muzyczny (Budi Siebert) we wpisie o Ladakh.
    pozdrawiam
    Rafał

Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word