Azja, Podróże Droga z Leh do Kaszmiru

0 Comments

Po dłuższym okresie niepisania na blogu postanowiłem dokończyć nieco opis wyjazdu do Indii i dodać nieco opisów. Tym bardziej, że niebawem czeka mnie kolejny wypad do Azji (o czym postaram się napisać na blogu).
Wybierając się do Ladakh należy się zastanowić nad sposobem dotarcia do Leh i drogą powrotną. Generalnie opcje są dwie: lądem lub samolotem. My wybraliśmy w obie strony drogę lądową, która jest o wiele bardziej atrakcyjna (o ile ma się czas). Ze względu na porę wyjazdu, nasza powrotna droga wiodła przez Kaszmir. Nie obyło się przy tym bez przygód, które krótko opiszę. Pomiędzy Leh i Kaszmirem kursują autobusy, dlatego założyliśmy, że z wyjechaniem z Leh nie będzie problemu. Niestety nie przewidzieliśmy pewnej możliwości. Otóż w okresie w którym byliśmy miały się odbyć lokalne wybory. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt że na czas wyborów wstrzymano na kilka dni komunikację autobusową. Kiedy już zeszliśmy z gór i dotarliśmy do Leh, to najpierw udaliśmy się na przystanek autobusowy kupić bilety. Niestety powiedziano nam, że w dniu planowanego wyjazdu nic nie kursuje i w ciągu najbliższych dni nic nie pojedzie. No cóż, stwierdziliśmy że znowu trzeba będzie pojechać wynajętym jeepem, dlatego następnego dnia spokojnie udaliśmy się na zwiedzanie pałacu usytuowanego na wzgórzu. Całkiem przypadkiem spotkaliśmy tam parę Polaków z Częstochowy (cóż za przypadek!), którzy jak się okazało również wybierali się do Kaszmiru i co ciekawe mówili że autobus mają za kilka godzin. Szybko się zorientowaliśmy, że osoba która w kasie udzielała nam informacji nie była uprzejma nas poinformować, że wystarczyło o jeden dzień przyspieszyć wyjazd aby skorzystać z ostatniego połączenia przed wyborami. Czym prędzej udaliśmy się na dworzec aby spróbować się na ten ostatni autobus załapać. No i udało się. W pośpiechu spakowaliśmy swoje rzeczy i szczęśliwi poszliśmy na autobus. W trasę wyruszyliśmy o planowanej godzinie, więc nic więcej nas nie niepokoiło. Około 7 rano mieliśmy dotrzeć do Srinagaru, będącego stolicą Kaszmiru. Kiedy będąc w Polsce planowałem podróż, kolega Indus z którym wówczas pracowałem stanowczo odradzał mi Kaszmir. Powodem miały być trwające tam niepokoje społeczne (stan na krawędzi wojny domowej). Inny kolega opowiadał jak to będąc kilka lat wcześniej słyszał o grupie turystów z Holandii, których porwano na trasie którą jechaliśmy. Podobno było to na dwa lata przed jego pobytem. Ponieważ chętnych do zapłacenia okupu nie było, ścięto im głowy. Kolega ów będąc w Srinagarze sam słyszał serie z karabinów maszynowych (nie jest o takie rzadkie w Kaszmirze). Ponieważ ryzyko jest niejako wpisane w tego typu podróże i ponieważ ostatnie informacje z Kaszmiru nie były specjalnie niepokojące, dlatego obstawałem przy pojechaniu przez Kaszmir. Tym bardziej że mieliśmy tylko przejechać przez ten rejon. Wróćmy jednak do jazdy autobusem. Nasz autobus jechał sobie wesoło przez drogę wiodącą przez przełęcze. Szybko się ściemniło więc za wiele nie zdążyliśmy zobaczyć. Autobus był typowy jak na warunki indyjskie. Dykta zastępowała niektóre okna, a poza tym tam gdzie była szyba i tak było bardzo nieszczelnie. Wcześniej wydawało mi się, że ponieważ na tej trasie pojedziemy na niższych wysokościach niż z Manali do Leh, to nie powinno być problemu z zimnem. Obok nas siedział chłopak z dziewczyną (Hindusi), który w pewnym momencie ubrał czapkę uszatkę i rękawiczki. Nas, „ludzi północy ” nieco to rozbawiło, ale potem okazało się że to my wypadliśmy głupio. Nasz bagaż znajdował się na dachu autobusu, więc nie mogliśmy nic z niego zabrać. W miarę jak nastawała noc robiło się coraz zimniej. Do pewnego czasu dało się to jakoś wytrzymać i pocieszaliśmy się, że zostało kilka godzin jazdy. Niestety nie było tak różowo, jak nam się wydawało na początku drogi. Około drugiej w nocy autobus się zatrzymał. Staliśmy przed jakimś szlabanem gdzieś w górach. Za autobusem uformowała się cała kolumna (głównie ciężarówek). Nie wiedzieliśmy za bardzo co się dzieje, ale zaczynało nas to martwić. Było naprawdę zimno, a wokoło panowała ciemność. Wykorzystując dłuższy postój weszliśmy na dach. Z plecaka wyciągnąłem kuchenkę turystyczną na paliwo i zajęliśmy się gotowaniem chińskiej zupki. Czymś należało się rozgrzać. Tym bardziej że nasz postój trwał do 6 rano. Cztery godziny stania na drodze gdzieś w górach. W dodatku w rejonie, który za specjalnie bezpieczny nie uchodzi. Nad ranem okazało się, że postój wynikał z faktu, że sam oficer posterunku chciał osobiście sprawdzić nasze paszporty (cóż za zaszczyt nas spotkał!). A ponieważ poszedł spać, więc szweje (szeregowi żołnierze) czekali do rana aż się obudzi. Podobno gdyby nie  fakt że w autobusie byli obcokrajowcy (my plus wspomniana wcześniej para z Polski), to postoju by nie było. Taką wersję przedstawił nam kierowca. Po dojechaniu do Srinagaru miałem okazję  dowiedzieć się czemu w nocy było tak cholernie zimno. W nocy przejeżdżaliśmy w pobliżu jednego z najzimniejszych miejsc na świecie, w pobliżu lodowca.

Kaszmir
Kiedy już byliśmy w Srinagarze, to stanowiliśmy niemałą atrakcję. Powód był taki, że w ostatnim czasie wzrosło napięcie w Kaszmirze i dochodziło do starć. Dlatego dzień przed naszym przyjazdem całe miasto objęte było godziną policyjną. Wszystko było pozamykane i  nie było ludzi na ulicach, że o turystach nie wspomnę. Najprawdopodobniej byliśmy jedyną grupą turystów. Dowiedzieliśmy się tego od kolejnej pary Polaków (tym razem z Poznania).

Kaszmir - ludzie byli bardzo życzliwie nastawieni

W grupie sześciu osób z Polski zwiedzaliśmy Srinagar. Miasto pełne było wojska. Na ulicach były posterunki zrobione z worków z piaskiem, bunkry, a dodatkowo widzieliśmy wozy pancerne. Żołnierze na posterunkach mieli palce na spustach karabinów, ale generalnie byli bardzo mili i uprzejmi. Nie widać było specjalnego napięcia i gdyby nie obecność wojska to nikt by nie pomyślał że Kaszmir jest niespokojnym rejonem.  Ciekawe było to, że ledwo znaleźliśmy kwaterę, to przechodząc przez posterunek wojska ustawiony koło mostu żołnierze go pilnujący mieli listę naszych nazwisk i ją sprawdzili.

Miejscowi ludzie byli bardzo życzliwi i zaciekawieni naszą obecnością. Jeden z muzułmanów którego spotkaliśmy w meczecie mówił nam, że jedyne czego chcą to niezależność od Indii.

Kaszmir - jezioro w Srinagarze

Sam Srinagar i Kaszmir zrobiły na nas bardzo duże wrażenie. Przepiękne góry przypominające nasze Tatry. Zupełna przeciwność pustynnych krajobrazów Ladakh. W Srinagarze można zwiedzać wiele meczetów (z tym że kobietom nie zawsze wolno do nich wchodzić), ale chyba największą atrakcją jest jezioro. Z racji tego że niepokoje i napięcie polityczne wystraszyło turystów (oprócz tych z Polski), mieliśmy niezwykle korzystne warunki cenowe. Nocowaliśmy w hoteliku na łodzi. Jedzenie było naprawdę przepyszne. Próbowaliśmy m.in kebaba (nie przypomina on tego co oferuje się w Polsce), ale też innych specjałów. Kiedy wcześnie rano opuszczaliśmy Srinagar słychać było modły w meczetach co stwarzało niesamowity nastrój. Kaszmir jest bez wątpienia jednym z miejsc do których chciałbym kiedyś wrócić (może na trekking). Każdemu kto nie boi się, że czasami może być mniej bezpiecznie polecałbym odwiedzić ten rejon (przynajmniej przejazdem).

Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word