Ogólne Po co komu te zakazy i kto na tym zarabia?

0 Comments

Żyjemy w takiej części świata (lub Europy jak ktoś woli), w której widok „zapijaczonej mordy” bynajmniej nie jest niczym szczególnym. Współbratymcy  (lub jak powiedziała by młodzież – ziomki) mogą się ze zrozumieniem uśmiechnąć, mogą zignorować, ale prawie na pewno nie spojrzą z taką dezaprobatą jak na tzw. „ćpuna”. No bo jak sobie chłopaki „pogarują” trochę, to znaczy że „swoje chłopy”. W końcu człowiek nie wielbłąd i pić musi. A jak ktoś się rozweseli „ziołem” (czyli marihuaną), to automatycznie przez większą część naszego społeczeństwa traktowany jest jak „ćpun” i nasuwają się skojarzenia z leżącymi po bramach narkomanami, których ręce są sine od nakłuć igłami. A przecież nawet jeden z byłych amerykańskich prezydentów ponoć palił, ale jak ironicznie stwierdził Kazik (w piosence „12 groszy”) się nie zaciągał.

Znana sprawa byłego posła PO pana Cezarego A. też daje trochę do myślenia. Oto poseł partii tak zaciekle walczącej z dopalaczami (częściowo jako element pewnego politycznego show) został złapany przez policję posiadając przy sobie pewne ilości narkotyków. Ostatecznie skazano go za ich nielegalne posiadanie. Mamy więc i na naszym podwórku odpowiednik amerykańskiego prezydenta (choć nie wiemy czy pan Cezary się zaciągał czy nie). Jest ich zapewne więcej, lecz hipokryzja nie pozwala im się ujawnić i jasno wyrazić swoich poglądów. A szkoda! Zamiast tego na światło dzienne wychodzą takie dziwne sprawy jak na przykład ta, która przydarzyła się Panu Krzysztofowi P. Nie chodzi mi przy tym o samą otoczkę lecz o jeden fragment z filmiku opublikowanego przez Super Exspress, na którym widzieliśmy pana posła w sytuacji przypominającej „wciąganie ścieżki”. Prokuraturze należy zostawić dochodzenie co tam było „wciągane”, tym nie mniej zostawiając już w spokoju pana Krzysztofa nie zdziwiłbym się gdyby któryś z posłów zażywał ten czy inny specyfik. No cóż. Mówi się że czarne owce wszędzie się trafią.
Aby nie być posądzonym o jakąkolwiek stronniczość polityczną dla przeciwwagi przytoczę wypowiedź polityków głównej partii opozycyjnej, której szef w swej niefortunnej wypowiedzi też nie popisał się znajomością tematu.

No cóż. Nie wszyscy muszą wiedzieć co to jest marihuana.

Szczerze mówiąc najbardziej przemawia do mnie wypowiedź pana Janusza Korwina-Mikke, który pomimo iż często swoją szczerością zraża wielu wyborców (wybory pokazują że widocznie wolą oni „iluzje” sprzedawane przez inne partie), to jednak w wielu tematach ma rację i podchodzi do nich z rozsądkiem.

Ciekawy artykuł na temat walki z narkobiznesem przedrukowało wrześniowe FORUM (nr 38/2011). Otóż okazuje się, że w końcu ktoś zaczął się poważnie zastanawiać komu i czemu służy forma w jakiej prowadzi się wojnę z narkotykami. Zastanawiający powinien być fakt, że pomimo ogromnych środków pieniężnych wydanych na wojnę z biznesem narkotykowym, spożycie narkotyków nie tylko nie zmalało , lecz drastycznie wzrosło. Każdy myślący obywatel powinien sobie w tym miejscu zadać pytanie kto na tej wojnie traci, kto zyskuje i co da się zmienić. Otóż nie jest tajemnicą fakt, że biedni rolnicy w takich krajach jak Afganistan (potentat uprawy maku) czy Kolumbia (kokaina) kokosów na tym nie zbiją. Wystarczy przeanalizować podane w artykule liczby, aby zobaczyć jak z ceny 70-88 EUR za kilogram marihuany (ulice Meksyku), cena tego towaru wzrasta nawet do 374 EUR za uncję (28 gram, a więc 0,028 kilograma). Taką cenę płaci się za „NYC Diesel” w Nowym Jorku. Ciekawa jest też informacja o tym, w jakim wieku młodzież zaczyna używać marihuany. Palmę pierwszeństwa mają tu USA w których aż 20,2 procent osób spróbowało jej już w wieku 15 lat. Ale nie to jest tu najciekawsze. Dla mnie najciekawsze jest to, że w takim kraju jak Holandia odsetek ten wynosi siedem procent, a więc jest TRZY razy mniejszy niż w USA. Czy to nie jest dziwne? Holandia, kraj publicznie piętnowany za liberalną politykę w stosunku do tzw. „miękkich narkotyków”  ma znacznie mniejszy odsetek osób próbujących marihuanę niż przodujące w walce z narkobiznesem USA. Panowie politycy! Czyż nie czas na przyjrzenie się bliżej tym liczbom i skończenie z powtarzaniem bzdur, że legalizacja marihuany spowoduje drastyczny wzrost narkomanii? No chyba, że część panów kampanii wyborczych finansują w sposób mniej lub bardziej jawny kartele narkotykowe, które na swoim procederze zarabiają bajeczne sumy pieniędzy. A przecież pieniądze te (podobnie jak ze sprzedaży alkoholu, który w Polsce jest głównym problemem) mogłyby zasilić państwową kasę. Czy ktoś o tym pomyślał?
Nie szukając daleko przykładów, wystarczy przeczytać uważnie pierwsze fragmenty Starego Testamentu, aby stwierdzić że owoc zakazany jest bardziej nęcący niż ten który mamy w zasięgu ręki. A jeżeli już mowa o Starym Testamencie, to warto też wspomnieć o źródłach naszej kulturowej niechęci do niektórych używek (choć spożywany alkohol nie szkodzi tu w mniejszym stopniu niż wspomniana marihuana). Jak wszystkim wiadomo ksiądz w czasie mszy pije wino. Jezus także zamienił wodę w wino. Dlatego dziwi mnie czasami obsesyjna niechęć niektórych chrześcijan do alkoholu. Czyżby nie czytali pisma świętego i nie wiedzieli że już sam Jezus dał swoim cudem przykład, że alkohol też jest dla ludzi (o ile umieją z niego rozsądnie korzystać)? Ustaliliśmy więc, że wino (alkohol) stosowane jest w naszym kręgu kulturowym w celach rytualnych. Podobna rolę pełni marihuana w takich krajach jak na przykład Indie. Tam łatwiej się zaopatrzyć w coś do palenia niż w piwo, które jest tam relatywnie drogie. O paleniu marihuany przez hindusów i jej dostępności wspomniałem już przy wpisie o Gosainkunda.

Aby nie ograniczyć się tu tylko do przykładu marihuany, podam jeszcze jedną ciekawostkę, o której większa część naszego społeczeństwa nie wie. Wiele osób słyszało o LSD rozpropagowanym przez ruchy hipisowskie w latach 60-tych. Wiemy że jest do silny środek oddziaływający na psychikę (tzw. środek psychodeliczny). Ile jednak osób zadało sobie trud dowiedzenia się czegoś więcej na ten temat, a ile opiera się tylko na prostych skojarzeniach „LSD = narkotyk = uzależnienie = upodlenie = śmierć” ? Ile osób wie, że osoba która wymyśliła ten czysto chemiczny specyfik testowała go na sobie badając jego psychodeliczne właściwości i pomimo tego żyła 102 lata (sic!). Wystarczy poczytać w Wikipedii wpis poświęcony Albertowi Hofmannowi. Zainteresowanych tematem mogę też odesłać do audiobooka który kiedyś udało mi się posłuchać (niestety jest tylko po niemiecku). Sam Albert Hofmann opisywał w nim swoją historię i doświadczenia z LSD („Erinnerungen eines Psychonauten”). Nie twierdzę przy tym, że LSD nie jest szkodliwe bo sam Hofmann twierdził że w pewnych okolicznościach jest. Wolałbym jednak aby ludzie więcej korzystali z myślenia, a mniej korzystali z gotowych formułek wpajanych nam przez lata. Zapewne z słusznych celach, tylko że osoba poznająca prawdę odkryje to że została oszukana i może też z większym sceptycyzmem podejdzie do innych „wielkich prawd”. LSD miało pomagać w leczeniu różnych chorób psychicznych, a to że jego historia potoczyła się inaczej to inna sprawa. Zresztą nie tylko LSD próbowano stosować w medycynie. Wspomniana wcześniej marihuana jest obecnie przepisywana przez lekarzy nawet w tak restrykcyjnym państwie jak USA (o czym przeczytamy w artykułach FORUM). Ile osób zwalczających ten narkotyk wie o jego potwierdzonych właściwościach leczniczych? Założę się że niewiele.

Impulsem do napisania tego tekstu był artykuł w FORUM, choć informacje w nim podane docierały do mnie już wcześniej. Oczywiście w swoim wpisie prowokuję nieco swoimi wypowiedziami, ale robię to celowo dla aktywacji mózgu osób to czytających i zastanowienia się czy nie czas na zmianę podejścia do kwestii narkotyków. Mówi się, że myślenie nie boli, mam jednak wrażenie że często zbyt bardzo tkwimy w stereotypach wpajanych nam od dziecka. Moim zdaniem jeżeli ktoś ma skłonność do autodestrukcji to sposobów (takich legalnych) znajdzie wiele. Oprócz alkoholizmu (sprzedaż alkoholu jest legalna) mamy przecież też takie rzeczy jak na przykład hazard. Narkotyki nie są tu wcale niezbędne. Ich całkowity zakaz powodujący tylko nielegalny obrót niekontrolowany przez Państwo, nie jest panaceum na problem spożywania narkotyków, a jest tylko źródłem znacznych dochodów dla różnego rodzaju mafii. Dlatego stanowisko pana Janusza Korwina-Mikke jest mi tu bliższe niż jakiejkolwiek innej partii politycznej. Może uzyskując pieniądze z legalnego obrotu mielibyśmy ich więcej na uświadamianie (ale w sposób rzetelny i uczciwy) zagrożeń jakie niosą ze sobą wszelkie środki uzależniające. Być może należałoby wprowadzić stopniowe zmiany, aby był czas na skorygowanie pewnych złych posunięć. Tak czy inaczej czas zacząć wysuwać wnioski z wieloletniej nieudanej batalii przeciwko narkobiznesowi.

Leave a Reply

*
To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture. Click on the picture to hear an audio file of the word.
Click to hear an audio file of the anti-spam word